Utopia i bezsilnosć

Trudno się dziwić, że ostatni zwolennicy projektu europejskiego, pomijając Brukselę i niemiecką elitę polityczną, pochodzą z krajów postkomunistycznych. O ile w epoce zimnej wojny Europa ucieleśniała ideał normalności, do którego tęskniły narody uwięzione w bloku sowieckim, o tyle dziś takie kraje jak Łotwa czy Polska szukają w Europie ochrony przed odradzającą się potęgą Rosji. Niestety, europejska normalność, do której powróciły kraje postkomunistyczne, znajduje się jednak w stanie chronicznego kryzysu.

Nikt nie wie, co przyniesie przyszłość, wia domo natomiast, że obecny porządek w Europie nie jest stabilny. Idea europejskiego rządu federalnego nie znajduje masowego poparcia. Państwo narodowe ma wiele wad, jednak poza kilkoma reliktami monarchicznymi czy imperialnymi – jak Hiszpania i Belgia, Kanada i Zjednoczone Królestwo – pozostaje górną granicą demokratycznej legitymizacji. Jednocześnie problemy ekonomiczne strefy euro można rozwiązać jedynie przy pomocy zespolonej suwerenności fiskalnej na poziomie transnarodowym. Powoduje to sytuację patową, któ ra w praktyce oznacza hegemonię Niemiec i skazanie ogromnej części Europy Południowej na stan perma nentnego kryzysu.

Skutki utrzymującej się fali bezrobocia o tak wysokim poziomie, jak w Hiszpanii czy we Włoszech, nie zostały należycie oszacowane. Całe pokolenie pozostaje wykluczone z życia ekonomicznego i marginalizowane w społeczeństwie. Polityczna reakcja na tę sytuację była jak dotąd stłumiona. Jest to pierwszy wielki kryzys, zaistniały w warunkach państwa opiekuńczego, co łagodzi jego destruktywne konsekwencje. I tak jednak będą one nader dotkliwe, gdyż długofalowo muszą spowodować wzmocnienie ekstremizmu. Pierwsze oznaki obserwujemy już teraz, nie tylko w wydaniu neonazistowskiej partii w Grecji, lecz także francuskiego Frontu Narodowego czy ruchu Beppe Grillo we Włoszech. Chociaż jest mało prawdopodobne, by ruchy te miały zagrozić demokracji tak, jak miało to miejsce w latach 30., noszą one pewne wyraźne cechy faszyzmu.

Tym, co uderzające w postawie urzędującej klasy politycznej, jest kombinacja utopizmu i immobilizmu. Idea federalnej Europy jest w sposób oczywisty utopijna. Europa, od dawien dawna zamieszkiwana przez rozmaite ludy, nie jest w stanie powielić doświadczenia Stanów Zjednoczonych (które, zresztą, przeobraziły się w nowoczesne państwo dopiero w wyniku wyniszczającej wojny domowej). Europejskie elity długo wierzyły, że kryzys spowoduje głębszą integrację i przyspieszy realizację europejskiego projektu. Pamiętam, jak Joschka Fischer poufnie wyraził ten pogląd podczas spotkania w latach 90. A jednak jedynym skutkiem kryzysu okazał się bezruch.

Jednym z efektów ubocznych permanentnego kryzysu w Europie jest introwertyczna mentalność i niezdolność do stawienia czoła zewnętrznym wyzwaniom. Przykładem jest sytuacja na Ukrainie. Również i w tym wypadku trudno przewidywać przyszłość, nie sposób jednak się spodziewać, że Europa okaże się zwycięzcą w rywalizacji o wpływy w tym kraju. Ukraina stanowi dla Rosji problem egzystencjalny, dla Unii Europejskiej natomiast jedynie przeszkodę w procesie ekspansji. Nie chodzi tylko o to, że Rosja kontroluje dostawy energii dla tego kraju. Putinowska realistyczna tyrania ma systematyczną przewagę nad europejskim pseudopaństwem, którego politykę znamionują jednocześnie pycha i słabość. Podobny stan rzeczy obserwujemy na poziomie globalnym. Chiny przeobrażają światową ekonomię takimi środkami, na które Europa – obsesyjnie skupiona na swoich problemach wewnętrznych – nie potrafi odpowiedzieć.

Na ironię zakrawa fakt, że obecny kryzys jest następstwem wielkiego triumfu – pokonania komunizmu i ponownego zjednoczenia Europy. Skromniejsza Unia okresu powojennego miała na swoim koncie wiele osiągnięć. Europa państw narodowych, powiązana wolnym handlem i międzyrządową kooperacją w zakresie ochrony środowiska i obronności, byłaby znacznie bardziej stabilna niż mizerny Lewiatan istniejący obecnie. Nawet wspólna waluta mogłaby być sukcesem, gdyby została ograniczona do mniejszej ilości państw o bardziej podobnych gospodarkach. Unia Europejska w obecnym stanie jest zarazem nieoperatywna i niereformowalna. Nie znaczy to jednak, że jest skazana na rychły upadek. Wydaje się bardziej prawdopodobne, że Europa będzie się miotać dalej całe dekady, trwając, z wyjątkiem Niemiec, w ekonomicznej stagnacji, mnożąc rozmaite odmiany ekstremizmów, niezdolna reagować na rosnącą potęgę Rosji i coraz bardziej tracąca na znaczeniu na arenie globalnej. Na jakimś etapie w przyszłości można spodziewać się, że kontynent powróci do stanu przypominającego jego sytuację z końca XIX wieku – Niemcy będą stanowić potęgę dominującą, szukającą nowych rynków poza Europą i podejmującą na nowo swą historyczną misję zbudowania specjalnych relacji z Rosją.

Tego rodzaju powrót do przeszłości nie ofe ruje żadnych gwarancji bezpieczeństwa, trudno jednak wyobrazić sobie sposób na jego uniknięcie. Paul Valéry sugerował w 1927 roku, że sekretnym marzeniem Europejczyków są rządy komisji amerykańskiej. W istocie rzeczy miały się tak od końca II wojny światowej przez zimną wojnę aż po erę postzimnowojenną. Europa na tym skorzystała, Ameryka kieruje dziś jednak uwagę gdzie indziej. Obecnie długotrwały kryzys Europy jawi się jako jej historyczne przeznaczenie.

 

Published 7 July 2014
Original in English
First published by Res Publica Nowa 25 (2014) (Polish version); Eurozine (English version)

Contributed by Res Publica Nowa © John Gray / Res Publica Nowa / Eurozine

PDF/PRINT

Read in: EN / PL

Published in

Discussion