Tragedia Wypędzeń

O potrzebie opowiedzenia na nowo o pewnym europejskim wydarzeniu

Tytuł może sugerować, że przesiedlenie i wypędzenie dopiero teraz po
raz pierwszy traktuje się jako problem europejski. Jednakże tradycja
podejmowania tego tematu jest długa, pomyślmy chociażby o Karcie Wypędzonych z 1950 roku, o wspomnieniach hrabiny Marion Dönhoff lub
o orędziu Episkopatu Polski z początku lat sześćdziesiątych, którego ton
zapoczątkował nową erę. Przełom 1989 roku przyniósł coś jakościowo
nowego. Fundamentalnie zmieniły się warunki podejmowania i przedstawiania strasznej historii przesiedlenia i wypędzenia. Pewne sposoby uję.
cia zjawiska wypędzenia się przeżyły. Wraz ze zniknięciem dawnej dwubiegunowości systemów zmieniły się podstawy czynności prawnych.
Przestała istnieć państwowa cenzura. Do dyspozycji są obszerne źródła.
Nie istnieją już kwestie ani tematy, o których nie można dyskutować.
Mamy do czynienia z opinią publiczną gotową zmierzyć się z tym skomplikowanym i bolesnym rozdziałem własnej przeszłości – w większym
lub mniejszym stopniu. Europa, która konstytuuje się na nowo bez dawnych granic i podziałów, otwiera również nową przestrzeń historyczną.
Możliwe jest swobodne poruszanie się w tej przestrzeni. Nadeszła godzina badania nowych dziedzin, godzina opowiadania, godzina ujawniania
wielu historii, z których potem może wyrośnie historia europejska. Europeizowanie doświadczenia historycznego, całkowicie niewymuszone,
swobodne, bez euroretoryki i kiczu pojednania. W gruncie rzeczy chodzi
tylko o stworzenie jako tako normalnej sytuacji dialogu; nie jest to jednak
mało po dziesięcioleciach napięć i antagonizmu bloków, który wszystko
przesłaniał i determinował. Jest to coś sensacyjnie nowego po latach za
lub przeciw, albo-albo, odliczeń i rozliczeń. Tak więc spotykają się historie, które do tej pory istniały oddzielnie lub wbrew sobie. Tym samym wy-
rasta staro-nowa kompleksowość i nie wiemy, czy będziemy w stanie jej
sprostać, czy będziemy umieli sobie z nią radzić i ją przedstawiać.
Mówiąc krótko: czy znajdziemy dla niej odpowiedni język.

ZNALEŹĆ JĘZYK

Wydarzenie, o którym mówimy, jest potworne. W pierwszej połowie
XX wieku od 60 do 80 milionów ludzi w Europie straciło swoją ojczyznę.
Głównym miejscem dokonywania się tego stuletniego procesu pozbawiania ojczyzny była Europa Środkowa i Wschodnia. Niewiele jest rodzin,
których w jakiś sposób – bezpośrednio lub pośrednio – nie dotknęło
przymusowe przemieszczenie. Społeczeństwa przez to się rozpadły, całe
krajobrazy przestały istnieć, a ludność całych prowincji i miast niejako
z dnia na dzień została wymieniona. Całe narody zostały przemieszczone.
Europa Wschodnia i Środkowa stała się wielką stacją rozrządową. W trakcie tego procesu ulegli zagładzie europejscy Żydzi, jednakże doszło również do największej akcji przesiedlania i wypędzania we współczesnej hi-
storii, której obiektem byli Niemcy we wschodnich prowincjach Rzeszy
i w Europie Wschodniej. Jak to się dzieje, że do dnia dzisiejszego wciąż
nie mamy w miarę pełnego lub właściwego obrazu tych okropnych
wstrząsów i wypaczeń? Jak to się dzieje, że katastrofa, jaką jest upadek
niemieckiego Wschodu, tak dziwnie mało nas obchodzi? Jak to się dzieje, że cierpienia i los uchodźców i wypędzonych choć właściwie nie są
nam obojętne, to jednak nie budzą naszego niepokoju?

Ciągle podejmowano próby wizualizacji “zjawiska wypędzenia w Europie”, a więc graficznego lub kartograficznego przedstawienia przepły-
wu 60 do 80 milionów ludzi. Na sporządzanych mapach widać strzałki
prowadzące z Polski do Kazachstanu, z Krymu i Kaukazu do Azji Środ.
kowej, z Polski do Rosji i do Niemiec, z Azji Mniejszej do Grecji i z powrotem; są to strzałki ogromnych rozmiarów, które symbolizują przepływ
wywożonych robotników przymusowych lub uciekinierów przed Armią
Czerwoną na Zachód. Te biegnące obok siebie i przecinające się trasy po-
zwalają nam wyobrazić sobie, jak chaotyczne, nieprzejrzyste i okropne
było to wydarzenie, i zrozumieć, że nadal nie potrafimy ujmować i przedstawiać tego, co się zdarzyło. Są takie wydarzenia historyczne, których język nie jest w stanie opisać. Jednym z nich jest Zagłada, innym przykładem są ucieczki i wypędzenia. Nieprzypadkowo niemiecka literatura nie
wydała eposu, w którym przechowywane byłyby te doświadczenia. Prawdą jest to, co Andreas Hillgruber swego czasu zauważył pro domo sua:
“Niesamowite wydarzenie trwające od jesieni 1944 roku do wiosny 1945
roku, wymaga przedstawienia, potraktowania go jako wydarzenia w historii świata, a przy tym jako losu jednostek, dla którego reprezentatywne bę.
dą cierpienie i działanie, postępowanie i niepowodzenie. Jest to jedno
z najtrudniejszych zadań w pracy historyka dla przyszłości, i być może
próba zaprezentowania całego obrazu załamania się frontów, zdobycia
Europy Środkowowschodniej, rozbicia Rzeszy Niemieckiej i upadku
niemieckiego Wschodu wraz ze wszystkim, co jest z tym związane,
będzie ostatnim wielkim wyzwaniem dla historiografii, która z tak dużym
trudem zbadała upadek demokratycznej republiki, pojawienie się ruchu
narodowosocjalistycznego i jego Führera oraz powstanie III Rzeszy i jej
struktur”.1
Trzeba najpierw uznać wielkość tego zadania, żeby umieć przed nim
skapitulować. Musimy pożegnać się z iluzją, że już od dawna mamy pogląd na całość zdarzeń i że całą historię sprowadziliśmy do jednego poję.
cia. Musimy zacząć znowu lub na nowo przyjmować ją do wiadomości
i dostrzegać – we wszystkich dziedzinach. Jest to trudne, ponieważ ludzie urodzeni później wyłączeni są z horyzontu czasowego, w którym to
wszystko się wydarzyło, i nie jest pewne, czy nasze możliwości, nasz takt
wystarczą, aby dotrzeć do tych tragedii. Aby dotrzeć do jakiegoś czasu,
należy najpierw zacząć dostrzegać i poważnie traktować zmarłych. Oni
nie mają już głosu, nie mogą zostać usłyszani i wysłuchani. Jeżeli nie uży.
czymy im naszego głosu, na zawsze pozostaną niemi.

ZNALEŹĆ POROZUMIENIE

Kompleks wysiedlenia i wypędzenia w Europie jest w dużym stopniu
przedmiotem ideologii i polityki, chociaż już nie w ten sam sposób jak
w latach siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych. Był taki czas, kiedy
trzeba się było usprawiedliwiać i bronić przed podejrzeniami. Temat
ucieczki i wypędzenia dotyczył i zajmował ludzi niegdysiejszych, ludzi
żyjących dniem wczorajszym. Był taki czas, kiedy przekonania rozpoznawano lub próbowano rozpoznać po tym, czy ktoś powiedział Breslau czy
Wrocław, Königsberg czy Kaliningrad, Memel czy Kłajpeda. Na uniwersytecie mogło się komuś jeszcze do niedawna przytrafić, jeżeli chciał wy-
głosić wykład na temat uchodźców i wypędzonych, że musiał udzielić
wyjaśniania: czy to mogłoby zostać źle zrozumiane i czy nie popiera się

w ten sposób sił prawicowych. Trzeba było zachować podwójną, a nawet
potrójną ostrożność przy doborze słów. Jeżeli ktoś mówił o ofiarach wypędzenia, to czy w ten sposób nie odwracał uwagi od innych ofiar, które
poprzedziły wypędzenie? Czy mówienie o zbrodniach popełnionych na
Niemcach nie prowadziło do bagatelizowania przestępstw popełnionych
przez Niemców? Wszystko można było zinterpretować jako rewizjonizm
i rewanżyzm. Ludzie niewiele wiedzieli o zmarłych i nie mieli też czasu,
aby pamiętać o nich. Jeżeli chodziło o ofiary wśród niemieckich uchodź.
ców, był to rodzaj konstytucyjnej lub prawie demonstracyjnej obojętności,
chciałoby się prawie powiedzieć: uzbrojonego w ideologiczny pancerz
chłodu i niezaangażowania w kulturę, która nie potrafiła zadośćuczynić
ofiarom swoim zaangażowaniem i utożsamianiem się z nimi, chociaż
w ogóle utożsamianie się z ofiarami może mieć nie tylko aspekt współ.
czujący, ale także natrętnie ideologiczny. Forsowane zaangażowanie, a in-
nym razem obojętność – to były dwie strony w gruncie rzeczy wielkiej
niepewności w obchodzeniu się z własną historią. Kompleks ucieczki
i wypędzenia był wtopiony we wzorzec kultury odruchów warunkowych.
Każdy wie z własnego doświadczenia, jak ona funkcjonuje – i liczy się
z tym. Wiedziano zawsze z góry, jak to będzie przebiegać. Ludzie znali
wypędzonych bez potrzeby czytania ich przemówień. Dobrze się oriento-
wali, chociaż jeszcze nigdy nie byli na ich spotkaniach, w izbie pamięci,
na odczytach lub imprezach. Wydawało się, że wypędzeni chcieli pozostać we własnym gronie: związki folklorystyczne i strojów ludowych,
kluby pielęgnujące niemieckość, której już nie było, ludzie, którzy nie żyli
jeszcze dniem dzisiejszym. Elementem owej kultury odruchów warunkowych byli jednakże nie tylko przeciwnicy wypędzonych, ale także sami
wypędzeni. Byli oni często nieufni wobec ludzi z zewnątrz, wobec tych,
którzy nie należeli do nich i do ich środowisk. Kto sam tego nie przeżył,
nie mógł również mówić o tym, czym było cierpienie i doświadczenie
katastrofy. O tym wiedzieli tylko oni sami. Mieli jakby monopol na
doświadczenie cierpienia – nikt nie orientował się lepiej od nich. Mieli
prawo do wyłącznej reprezentacji w sprawach niemieckich dotyczących
Wschodu i nikt nie miał prawa do nich się wtrącać.

Ja również mam prawo zabrać głos. Nie pochodzę z rodziny wypędzo.
nych, ale dużo zawdzięczam uchodźcom, którzy przybyli do mojej szwabskiej wsi rodzinnej i wprowadzili ją w nowoczesność okresu powojennego. Utratę niemieckiego Wschodu zawsze odczuwałem jako dotkliwą ka-
tastrofę “niemieckiej egzystencji”. Moja próba znalezienia w Die Mitte
liegt ostwärts. Die Deutschen, Mitteleuropa und der verlorene Osten
[Śro.
dek leży na Wschodzie. Niemcy, Europa Środkowa i utracony Wschód]
oraz w innych miejscach właściwego języka do wyrażenia niemieckiego
doświadczenia zyskała dużą aprobatę, ale spotkała się również z zarzutami i podejrzeniami ze strony lewicy, która wiele rzeczy rozumie, ale niektórych nie potrafi pojąć2. Mnie interesowały problemy, którymi wypędzeni często już się nie zajmowali, ponieważ w swoim rozgoryczeniu
stracili siłę i zainteresowanie nimi: pracą nad tym, aby zacząć na nowo
myśleć o całym kompleksie niemieckiego Wschodu, włączeniem go do
teraźniejszości i wydobyciem z zaściankowości folkloru i tradycji.
Chodziło o podjęcie na nowo tematu, o którym wielu, a być może więk.
szość sądziła, że został odłożony ad acta. Doświadczenie wypędzonych
odczuwałem zawsze jako drogie i bezcenne, obojętność Niemców zaś, dla
których to wszystko było obce, a czasem również przykre, jako okrutną.
Moja pozycja pośrodku stanowi podstawę mojego postrzegania i mojej
oceny.

Jeżeli nadal będziemy się bawić w podejrzenia, co już od dawna jest
nieinteresujące i nieproduktywne, będziemy musieli udzielić odpowiedzi,
których powinniśmy udzielić, tak: nie zdołamy nawet postawić odpowied-
nich pytań. Już teraz my, historycy, straciliśmy dużo czasu. Wiele z obec-
nych wydarzeń jest tylko reakcją na to, co wydarzyło się gdzie indziej
i wywołane zostało przez innych. Nie pierwszy i nie ostatni raz decydują.
ce impulsy przyjdą spoza środowiska – pomyślmy tylko o dyskusji na te-
mat bombardowania niemieckich miast, którą wywołała książka Jörga
Friedricha Der Brand [Pożar].

OGÓLNOEUROPEJSKA DYSKUSJA

Rok 1989 oznaczał koniec podziału na bloki oraz logiki opozycji i dychotomii. Logika bloku miała w sobie coś dyscyplinującego, coś binarnego i dychotomicznego, albo-albo, wymuszony schemat przyjaciel-wróg.
W tej rywalizacji systemów znikło wiele rzeczy: archiwa, swobodna dys-
kusja, niezliczona ilość historii, które rozsadzały ramy systemów. Układ
bloków tworzył zachowanie wynikające z apologii i demaskowania. Decydujące znaczenie miało nie to, jaką ktoś opowiedział historię, lecz to,
czy mogłaby ona spotkać się z uznaniem niewłaściwej strony. Sytuacja ta
była wroga i restrykcyjna w stosunku do każdego opowiadania w rodzaju
“Tak było”. Odnosi się to do obu stron.
W 1989 roku zaczyna się rozpad tego układu, rozpętują się opowieści,
które kiedyś w pewnym momencie zostały przerwane. Jesteśmy świadka.
mi powstawania nowej, ogólnoeuropejskiej przestrzeni dyskusji, w której
możemy przemawiać otwarcie, niejednokrotnie nawet bez asekurowania
się. Przestrzeń ta została przygotowana już przed 1989 rokiem, w podziemiu i przez margines dysydentów, w kuluarach posiedzeń, na konferen-
cjach w sprawie podręczników i innych. Musimy za każdą cenę bronić tej
wydartej z presji systemu przestrzeni autonomicznej rozmowy i porozumienia się przed instrumentalizacją i wpływami. Musimy chronić ten ob-
szar, jakim jest doświadczenie wysiedlenia i wypędzenia, przed nadużycia.
mi; to istne pole minowe, obszar tak bardzo obciążony, powiązany i czuły.

URAZ, WYPIERANIE, ZAINTERESOWANIE

Co to znaczy, jeśli opowieść o zatonięciu “Wilhelma Gustloffa”, stat-
ku z uchodźcami, w ciągu kilku tygodni zostaje sprzedana w 100 000 egzemplarzy i prowadzi na liście bestsellerów? Co to znaczy, jeśli serial TV
o ucieczce i wypędzeniu Niemców ma dużą “oglądalność” i wciąż odnosi sukcesy? Co to oznaczy, jeśli wszystkie partie w Bundestagu podejmują uchwałę o budowie pomnika lub centrum poświęconego wypędzonym?
Co to znaczy, jeśli w przeddzień rozszerzenia Unii Europejskiej między
dwoma sąsiednimi krajami, które już niebawem będą należeć do Unii, wybucha spór o dekrety wydane ponad pół wieku temu? Czyżby dosięgła nas
przeszłość, która, jak sądziliśmy, już dawno stała się historią? Czy mamy
do czynienia z dokładnie obliczoną w czasie kalkulacją pisarza, czy
z kampanią lansującą bestseller? A może chodzi tu o podstęp, który ma na
celu zwiększenie obrotów firm prowadzących działalność kulturalną
i wydawniczą? Czy istnieje jakaś logika w wyborze tego tematu, który dla
jednych jest “białą plamą” w niemieckiej świadomości historycznej, a dla
innych nawet “ostatnim tematem tabu”, kiedy wydaje się, że wszystkie
inne tematy historyczne zostały już omówione? Czy jest to ucieczka
z teraźniejszości w przeszłość? Czy chodzi rzeczywiście o zwrócenie się
ku historii, czy też raczej o upiorne działanie zastępcze?

W każdym razie należy stwierdzić duże zainteresowanie odległym
czasowo tematem, który dla większości średniej i najmłodszej generacji
dotychczas był tylko hasłem lub nazwą, a nie rzeczywistym problemem.
To samo dotyczy sukcesu seriali telewizyjnych czy prac dokumentalnych.
Zjawiska te pokazują: można zobaczyć coś, czego już od dawna lub jesz-
cze nigdy nie można było zobaczyć. Poruszony został temat, który nie był
omawiany przed długi czas. To, co długo nie było tematem, stało się te-
matem. Istnieje widocznie potrzeba uświadomienia, dyskusji, uznania.
Czy jesteśmy gotowi na takie uświadomienie? Okropności wojen sukcesyjnych w Jugosławii, akcje “czystki etnicznej” pokazały, że problem ten
nie jest problemem antykwarycznym, lecz dotyczy teraźniejszości, że
chodzi w nim o sprawę życia i śmierci. Obrazy z Vukovaru, Srebrenicy,
Sarajewa lub Banja Luki, miasta namiotów i miasta-obozy, ślady traktorów i uchodźców w decydującym stopniu przyczyniły się do reaktywowania kompleksu. “Czystka etniczna” lat dziewięćdziesiątych ponownie
ukazała całą europejską historię w nowym, jaskrawym świetle. Raptem
oczami współczesnych znowu zobaczyliśmy uchodźców z 1945 roku.
Musieliśmy nagle rzekomo odpowiedzieć na przedawnione pytania: jak
powinniśmy zachować się wobec problemów mniejszościowych, które wydają się nie do rozwiązania i pozostaną wyraźnie toksyczne. Czy rozpad zwaśnionych narodowości i grup etnicznych, a więc przeniesienie
i przesiedlenie nie są jednak lepsze niż niekończąca się rzeź? Czy zatem
przesiedlenia i wypędzenia są “mniejszym złem”? Tak więc znowu stawiamy te pytania, które przed nami stawiali sobie inni – nie mniej mą.
drzy, nie mniej ludzcy, nie mniej inteligentni: sir Halford Mackinder,
który pod koniec I wojny światowej zaleca wysiedlenie Niemców z krajów bałtyckich: brytyjski minister spraw zagranicznych lord Curzon,
który wymyślił nazwaną jego imieniem granicę opartą na podziałach etnicznych; szwajcarski antropolog Georges Montandon, wynalazca termi-
nu transplantation massive, który łamał sobie głowę nad usunięciem chronicznych zarzewi konfliktów; brytyjski premier Winston Churchill i pre-
zydent Czechosłowacji Edvard Beneš, którzy nie mogli sobie wyobrazić
rozwiązania problemu ogromnej mniejszości narodowej w niekochanym
państwie inaczej niż poprzez “uporządkowane wysiedlenie”. Teraźniej.
szość nauczyła nas nowego i ostrzejszego patrzenia.

Tym samym lepiej słyszalne i wyraźniejsze stały się przytłumione głosy ofiar i zmarłych. Rozdział niemieckiej i europejskiej historii, który zo-
stał zepchnięty na bok, znalazł się znowu w centrum uwagi – przynajmniej na moment.

DO CZEGO MOŻEMY NAWIĄZYWAĆ

Istnieje historiografia europejskich migracji przymusowych, która została zapomniana. Chodzi o książkę Eugene’a Kulischera Europe on the
Move
z 1948 roku i dwutomowe dzieło Josepha Schechtmana Population
Transfers in Europe
z 1946 i 1958 roku1, dwie monumentalne prace. Zo-
stały one opracowane na tak bogatej podstawie empirycznej, że pytamy
dzisiaj, w jaki sposób wśród zawirowań wojny i w obliczu katastrofy narodu żydowskiego było możliwe przeprowadzenie tak dokładnej i właściwej
analizy. Zadziwiający w obu dziełach jest ich epicki ton. Obaj autorzy są
rosyjskimi Żydami, obaj mają za sobą własną historię displacement, emigracji i ucieczki, obaj stracili wielu krewnych i przyjaciół. W ich pracach
Europa jest zawsze obecna jako całość. Obie prace cechuje encyklopedyczna kompletność oraz intymna znajomość szczegółów, krajobrazów, proporcjonalność wątków i dobra kompozycja. Są oni Europejczykami, którzy
mieli ten przywilej, że byli przy tym obecni i uszli z życiem, a dalszy roz-wój wydarzeń na kontynencie śledzili z amerykańskiej perspektywy.

Eugene M. Kulischer, Europe on the Move. War and Population Changes, 1917-1947,
New York, Columbia UP, 1948; Joseph B. Schlechtman, The Refuge in the World. Displacement and Integration. New York, AS Barnes and Co., 1963; tenże, European Population
Transfer
1939-1945. New York, Oxford UP, 1946; tenże, Postwar Population Transfers in
Europe 1945-1955
. Philadelphia, Pennsylvania UP, 1962.
Wiąże się z tym również pytanie, dlaczego ostatni tom monumentalnego dzieła dokumentalnego, opracowanego pod kierunkiem Theodora
Schiedera, na temat wypędzenia ludności niemieckiej, który miał skierować uwagę na scenerię europejską i włączyć los, jaki spotkał Niemców,
w kontekst ogólny, w swoim czasie się nie ukazał3 Theodor Schieder
w 1960 roku uwzględniał europejski wymiar wydarzenia: “Wypędzenie
po 1945 roku, jak już powiedziałem na początku, stanowi fragment niemieckiej katastrofy, ale jest ono jeszcze czymś więcej: przyznaniem się do
tego, że narody europejskie, które w odwiecznych polemikach okazały się
jednością przeciwieństw, coincidentia oppositorum, sądziły, że nie potra-fią żyć ze sobą, nie niszcząc siebie wzajemnie”4 Dlaczego nie udało się
doprowadzić do końca tego projektu, który miał wymiar europejski?

Jak to się stało, że po tak ważnych początkach zagubił się europejski
punkt odniesienia tego rodzaju analiz i nie podjęto dalszych studiów? Mo-
gę to sobie tylko wytłumaczyć przesunięciem horyzontu spowodowanym
zimną wojną. Od początku zimnej wojny znacznie spadło zainteresowanie
badaniem wstrząsów demograficznych wywołanych przez nacjonalistyczne Niemcy: skoncentrowano się na ruchach uchodźców z bloku komunistycznego do “wolnego świata”. W radzieckim systemie władzy możliwe
były jeszcze tylko bardzo selektywne przedstawienia przemieszczeń,
ludności. Powstawanie nowych narodów pod szyldem republik ludowych,
polegające również na dramatycznych przemieszczeniach ludności i pro-
cesach homogenizacji, można było omawiać wyłącznie w aurze afirmacji.
Jedynie w Niemczech, które zajęte były uporaniem się z urazem spowo-
dowanym ucieczką i wypędzeniem, doszedł do skutku wielki program ba-
dawczy będący do dnia dzisiejszego najbardziej monumentalną dokumen-
tacją tego rodzaju. Podział Europy w czasie zimnej wojny, zredukowanie
konfliktów i problemów do potrzeb sprzeczności systemów nie sprzyjały
rozwojowi “kompleksu wypędzenia”. W Niemczech problematykę tę
podejmowano, ale głównie w powiązaniu z Armią Czerwoną, radziecką
strefą okupacyjną i Związkiem Radzieckim – fakt, że konferencja w Po-
czdamie w 1945 roku ze swoimi uchwałami w sprawie kolektywnego
przesiedlenia Niemców była sprawą Wielkiej Trójki, zepchnięty został na
dalszy plan, aż w końcu umknął publicznej uwadze. W okresie zimnej
wojny doszło do zawężenia, prowincjonalizacji i “ukierunkowania na Za-
chód” całego sposobu postrzegania.

Również sami wypędzeni i ich działacze przyczynili się do powstania
owej sytuacji, w której przez dziesięciolecia niemożliwe było historyczne
rozpatrywanie “kompleksu wypędzenia”. O historii wydarzenia długo nie można było myśleć, chociaż temat ten był traktowany instrumentalnie i wykorzystywany w codziennej polityce. Poszukiwanie nowych dróg wyjścia z układu i konfrontacji zimnowojennej, związanej z uznaniem realiów
po 1945 roku, napotkało zacięty opór zorganizowanych przedstawicieli
wypędzonych. Ci ze swej strony zdecydowanie przyczynili się do zatrucia
atmosfery w polityce wewnętrznej Republiki Federalnej Niemiec. Uznanie
realiów powojennych w postaci “nowej polityki wschodniej” było określa.
ne przez nich jako zdrada. Ich polemika w niemałym stopniu przyczyniła
się do umocnienia lojalności w bloku wschodnim skierowanej przeciwko
“niemieckiemu rewanżyzmowi”. Jeżeli dzisiaj tamtejszych wypędzonych
przedstawia się jako właściwych pionierów przerzucania mostów między
Zachodem i Wschodem, to jest to w sporej części rozdrabnianie historii.
Odwrotnie, oficjalna retoryka wypędzonych miała niemały udział w umocnieniu “żelaznej kurtyny”. Jeżeli dzisiaj – ponad pół wieku po wypędze.
niu Niemców – pytamy, w jaki sposób organizacje wypędzonych przyczyniły się do udokumentowania, zbierania i analizy świadectw wypędze.
nia i na co przeznaczane były znaczne środki finansowe, to ocena dokonań
przypuszczalnie będzie bardziej niż powściągliwa. Mimo znaczącej pozycji instytucjonalnej i dużych wpływów nie uważały one za konieczne lub
nie potrafiły stworzyć centralnego ośrodka dokumentacji i badań.

Wprawdzie brzmi to paradoksalnie, ale najbardziej do dzisiaj zaawansowanymi badaniami zjawiska wypędzenia w Europie są badania przepro-
wadzone przez Kulischera i Schlichtmana (zapewne zalicza się do nich
także ostatni tom Schiedera, który niebawem ma zostać opublikowany),
pochodzące więc z czasu rozpadu Europy w okresie zimnej wojny. Opracowanie tych tematów zostało na długi czas zamrożone na skutek polemicznej opozycji Wschodu i Zachodu. Za każdą próbę wyrwania się
z orbity oddziaływania antagonizmu między Wschodem i Zachodem groziły sankcje. Przywoływanie solidarności bloków miało katastrofalne
skutki dla klimatu intelektualnego, a w szczególności dla całościowego
podejmowania zagadnienia wypędzenia. Wskazywanie na rzeczywisty
lub rzekomy rewizjonizm wypędzonych miało działanie dyscyplinujące
i korumpujące, z którego skutkami mamy do czynienia do dzisiaj.

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych historycy przeważnie
zaniechali pracy nad tym tematem – wyjątki potwierdzają regułę. Już sama ta okoliczność wymaga wyjaśnień i analiz. Ważną rolę odegrały
w tym: zmiana paradygmatów z częściowo długotrwałymi skutkami, ideologiczna i polityczna dyskredytacja i samodyskredytacja, erozja kompe-
tencji krajoznawczych i językowych wskutek odejścia określonej generacji uczonych, ignorancja upiększona ideologicznie, ale także całkiem
zwyczajne nadążanie za duchem czasu, oportunizm i brak odwagi cywilnej. Tak więc musimy dzisiaj pod wieloma względami zaczynać od nowa.

PONOWNE PRZYSWAJANIE HISTORII

Nieunikniony jest oczywiście także wzrost zainteresowania tym, co
wcześniej nazywano niemieckim Wschodem. Trzeba jednak być ślepym,
żeby doszukiwać się w tym rewizjonizmu. Mamy tu raczej do czynienia
z zainteresowaniem kulturą i historią nowej Europy. Po wypędzeniu
Niemców ze Wschodu zawalił się most łączący Niemcy ze Wschodem,
a wskutek milczenia na temat wypędzenia prawie przepadła wiedza o historii Niemców na Wschodzie. A przecież historia Niemiec to nie tylko
dwanaście lat hitleryzmu. Historia Niemiec sprzed okresu hitleryzmu i po
nim przez długi czas nie była pielęgnowana w taki sposób, na jaki by zasługiwała. Wiedza przepadła. Dawne ośrodki niemieckiej kultury pozostały obecnie już tylko cieniami. Historia wielu obszarów w Europie Środko.
wowschodniej jest dzisiaj podwójna, potrójna, a nawet wielokrotna. Sporo miejsc we wschodniej Europie ma wiele przeszłości. Aby tam funkcjonować i orientować się, konieczna jest umiejętność poruszania się i orien-
towania w dwóch-trzech płaszczyznach czasowych.

Ponowne przyswojenie sobie historii, która tymczasem stała się obca
i niebudząca zaufania, jest nieuniknione. Czekają nas wielkie odkrycia.
Historycy stracili okazję do tego, żeby wyjątkowy okres w historii świata
posłużył do nowego przemyślenia sprawy niemieckiego Wschodu i uwol-
nienia go od narodowego zaduchu i folklorystycznej ciasnoty, do połą.
czenia go z tradycjami kultury miejskiej i cywilnej w tym regionie i odwo-
łania się do siły mieszczaństwa i dokonań modernizacyjnych i cywilizacyjnych Niemców na Wschodzie. Mówienie o ponownym duchowym
przyswajaniu sobie tej historii i kultury nie ma nic wspólnego z rewizjonizmem i rewanżyzmem. Takie ponowne przyswajanie odbywa się wszę.
dzie tam, gdzie w ciągu XX wieku doszło do likwidacji i zmiany prawa
własności kultury. Wszędzie w tych krajach istnieje dzisiaj archeologia
historii lokalnej i regionalnej, poszukiwanie i zabezpieczanie śladów,
organizuje się wiele wystaw na tematy typu “Atlantyda” i “Pompeje”.
Ponowne przyswajanie sobie tych warstw jest elementem procesu akumulacji kulturowej po latach zubożenia, momentem koncentracji po dziesię.
cioleciach rozproszenia i rozpadu. Chodzi tu o spontaniczną i niejako
naturalną reeuropeizację horyzontów kulturowych. Można je studiować
przede wszystkim w starych regionach historycznych: na Śląsku, na Kresach, na Morawach, na Węgrzech, w Transylwanii, w krajach bałtyckich,
w regionie Kłajpedy, nawet w Kaliningradzie-Königsbergu.

DUŻE CZYSTKI W EUROPIE

Historia Europy w XX wieku to w dużym stopniu historia przemocy,
w tym także historia wypędzeń i wysiedleń. To zadziwiające, że w ogólnej
historiografii europejskiej XX wieku nieobecne są katastroficzne doświad.
czenia przymusowych migracji – nie licząc książki Der dunkle Kontinent

[Ciemny kontynent] Marka Mazowera5 Miniony wiek nazwano również
wiekiem uchodźców. Dane szacunkowe mówią o 60, a nawet 80 milionach
uchodźców i nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do tego, o jaki wymiar cierpienia chodzi. Było to doświadczenie masowe, doświadczenie zbio-
rowe, a nie tylko indywidualne. Nie ma chyba narodu lub grupy narodowej
w Europie, która w pewnym momencie nie byłaby konfrontowana z tym
“zjawiskiem”. Jest ono integralnym elementem epoki wojen światowych. Ta
z kolei jest elementem kryzysu cywilizacji europejskiej, efektem jej własnego niepowodzenia. Ale nie chodzi tylko o wymiar ilościowy tego zjawiska,
o ogromne cierpienia, lecz o rolę, jaką odegrało ono w rozwoju Europy. Sformułowanie odpowiedniej tezy w tej sprawie właściwie przekracza moje
możliwości. Ale należałoby powiedzieć mniej więcej, co następuje:

Europa w XX wieku zaczyna się zmieniać w kierunku od imperiów
wielonarodowościowych, które giną w czasie I wojny światowej i w czasie rewolucji, ku Europie państw narodowych – bardziej lub mniej
jednolitych pod względem etnicznym – które pojawiły się w wyniku
II wojny światowej. Walka o własną narodowość, o własne państwo staje
się ładunkiem wybuchowym zagrażającym starym imperiom, których
istnienie oparte było na ignorowaniu aspektu etnicznego jako elementu
konstytucyjnego. Walka o własne państwo narodowe stanowi element powszechnego europejskiego ruchu na rzecz modernizacji i demokratyzacji.
W regionie historycznym, gdzie cechy etniczne, religia, język i kultura
miały znaczenie konstytucyjne, utworzenie państwa narodowego musiało
się wiązać z największymi napięciami i ryzykiem: żadne z nich nie było
w rzeczywistości państwem czysto narodowym, ale wymieszanym etnicznie państwem narodowym obejmującym wiele narodów lub co najmniej
państwem z dużymi i zwartymi mniejszościami narodowymi. Stary problem narodowościowy powrócił w postaci problemu mniejszości naro-
dowych. Katalizatorem przejścia od świata imperiów do nowego świata
państw, usankcjonowanego traktatem wersalskim, była “wielka wojna”,
która rozpoczęła została jako wojna dynastyczna, ale w trakcie mobilizacji do wojny totalnej stała się prawdziwą wojną narodów. Powszechny
kryzys, trudności gospodarcze, brak wewnętrznej suwerenności – wszystko to, co Istvan Bibo wymienił w pracy Nędza państewek w Europie
Środkowowschodniej – nie było korzystne dla konsolidacji i trudnego
dzieła integracji6 Na to, co w okresie międzywojennym często określano
jako Schütterzone w Europie Środkowowschodniej składały się: niepewne i często sporne granice, rewizjonistyczne dążenia – przede wszystkim
mocarstw pokonanych, obawa, że walki narodowościowe mogłyby
połączyć się z walkami społecznymi i klasowymi. Mocarstwo, które
najbardziej zdecydowanie dążyło do obalenia “porządku wersalskiego”,
reprezentowało potem także daleko wykraczający poza rewizję program
stworzenia rasistowsko uzasadnionego etnicznego nowego ładu w Europie, obejmujący germanizację dużych części Europy oraz różne plany
generalne umożliwiające przeprowadzenie etnicznej czystki w Europie
Wschodniej. W centrum tych planów znajdowała się eksterminacja
Żydów w Europie. Na końcu tego ciągu bezprzykładnego brutalnego niszczenia Europy, którego punktem szczytowym było ludobójstwo Żydów,
znalazło się jednak całkowite załamanie dotychczasowej pozycji Niemców w Europie Środkowej i Wschodniej. W wyniku wytyczenia granic,
ucieczki i wypędzenia powstały w końcu państwa bardziej lub mniej jednolite etnicznie. Potrzebne było dalsze pół wieku, aby rozpadły się ostatnie imperia czy państwa wielonarodowościowe – ZSRR i Jugosławia –
i ustąpiły miejsca nowym postimperialnym państwom narodowym, czę.
ściowo pod naporem przemocy i wojen związanych z wielkimi ofiarami
w ludziach, częściowo na skutek wędrówek dobrowolno-niedobrowolnych; wydaje się, że proces ten jeszcze się nie zakończył.

Główny okres, w którym dokonuje się przejście od świata imperiów do
świata państw narodowych, pokrywa się z epoką wojen światowych. Wojna
– ze zwiastunami w 1912-13 roku i wydarzeniami trwającymi do 1948 ro-
ku – jest wielkim katalizatorem, mobilizuje, zmienia granice i powoduje
migrację ludzi. W epoce wojen światowych masy wkraczają na scenę polityczną i dążą w górę, do swojego miejsca pod słońcem – czy to plebejsko-
społecznorewolucyjnego jak w Rosji, czy też drobnomieszczanłsko-narodoworewolucyjnego jak w przypadku Niemiec, jako państwo czysto klasowe
lub państwo narodu radzieckiego albo jako rasistowsko zdefiniowana wspólnota narodu. Brak sprzeczności i jednolitość zamiast różnorodności, wyłą.
czenie i czystka zdają się w każdym przypadku legalnymi orientacjami
i praktykami. Wszędzie odbywa się ucieczka w krótki proces, w uproszcze-
nie, w kapitulację przed sprawami skomplikowanymi, w skłonność do wielkich i ostatecznych rozwiązań zamiast do stopniowania i piecemeal engine.
ering. Tymczasem idea, że usuwanie zarzewi konfliktów, jeżeli jest to moż.
liwe, należy przedkładać nad niekończącą się szarpaninę o kompromisy
i możliwy modus vivendi, wykraczała daleko poza bieguny społecznego i narodowego radykalizmu ucieleśnione w stalinizmie i narodowym socjalizmie.
To, że źródła konfliktów w postaci mniejszości narodowych, które nie były
gotowe do asymilacji, chętniej ekspediowano, transferowano i wymieniano
zamiast wdawać się w wyczerpujące negocjacje w sprawie warunków
współżycia, w okresie międzywojennym było oczywiste. Zadowalające rozwiązania w kwestii mniejszości stanowiły absolutny wyjątek (chwali się
estońskie regulacje dotyczące autonomii kulturalnej mniejszości narodowych w konstytucji lat dwudziestych). Jak pokazała Hannah Arendt, w tym
nowym świecie po 1918 roku rozpoczyna swoją karierę człowiek wolny jak
ptak, bezpaństwowiec. Przeświadczenie to zakotwiczyło się w powszechnej
świadomości, a powstało na podstawie wielu doświadczeń. Zalicza się do
nich doświadczenie mocarstw europejskich jako mocarstw kolonialnych.
Miały one własną praktykę w postępowaniu z “małowartościowymi” narodami kolonialnymi; rasizm nie był w kulturalnej Europie czymś skandalicz-
nym. Na peryferiach pozwalano sobie na rzeczy, które w ojczyźnie uważane
były za wręcz nieprzyzwoite. Powszechnie akceptowana była koncepcja propagowana przez panruchy, że członkowie grupy narodowej, niezależnie od
tego gdzie się znajdują w większości, również mają prawo łączyć się ze sobą w państwie, podczas gdy mniejszości narodowe należy wydalić. Wpraw-
dzie nie było chyba w Europie zgody na legalność czystek etnicznych, ale
była pewnego rodzaju zgoda na to, że tylko bardziej lub mniej jednolite panstwo jest państwem silnym i stabilnym, i że nawet odczuwając moralne bóle
brzucha – powiedzenie lorda Curzona na temat traktatu lozańskiego z 1923
roku; Europa będzie musiała za to odpokutować – czystkę i oddalenie jako
“mniejsze zło” należy przedkładać nad kontynuację konfliktu.

Do tego dochodzi jeszcze jedno: doświadczenie wykonalności.
Również w tym przypadku generalna mobilizacja “wielkiej wojny” była
ważnym momentem. Okazało się, że ruch dużych grup ludzi wraz z obiek-
tami produkcyjnymi oraz instytucjami jest możliwy do realizacji. W wielkich akcjach ewakuacyjnych państwa mogły ponownie wykazać siłę swo-
jej logistyki i organizacji gospodarki wojennej, swojej infrastruktury oraz
biurokracji, zanim się załamały i zostały zastąpione aparatem nieskonłczenie efektywniejszym i solidniejszym. Wypróbowane zostało całe instru-
mentarium biurokratyczne potrzebne do wykonania przyszłych “zabiegów chirurgicznych”: tworzenie obozów przejściowych, filtracja, metody
piętnowania i zniesławiania jako ważny etap w procesie wyłączenia, techniki deportacji itd. Ważnymi doświadczeniami, o których mówiono, że
w Europie zostały uogólnione i miały stanowić coś w rodzaju frame of re.
ference dla realizacji, były: deportacje Ormian w latach 1915-16, których
szczegóły obserwowali i rozpowszechniali dyplomaci; zakrojone na szeroką skalę ewakuacje przeprowadzane przez władze rosyjskie na terenach
frontowych w Rosji7; ale przede wszystkim zorganizowanie i przeprowa-
dzenie przemieszczeń ludności greckiej i tureckiej, usankcjonowane
w 1923 roku traktatem lozańskim8 Do tych doświadczeń odwoływali się
różni politycy tamtego czasu, tacy jak Hitler, Churchill, Beneš, Mołotow9

To państwa totalne i totalitarne najdalej doprowadziły czystkę i homogenizację. W tym też kontekście znowu pojawiają się Niemcy hitlerowskie, które przeprowadzały czystkę jako systematyczną rzeź określonych
grup społeczeństwa i narodu. Jeżeli chodzi o Związek Radziecki, dopiero
stopniowo stało się widoczne, że – podobnie jak już wcześniej w Rosji
– czystki etniczne przeprowadzano tam masowo, a nie tylko wśród
określonych grup społecznych10

Ponieważ główną arenę tych wydarzeń stanowiła Europa Środkowa
i Wschodnia, nie było regionu, grupy narodowej i społeczności, której nie
ogarnęłaby burza. Liczby skaczą w górę, jeśli przesuwane są granice.
Wojny pędzą przed sobą fale uchodźców jak dziób statku przecinający fale, wymiatają całe pasy ziemi, wywołują waśnie między grupami narodowymi i rozkręcają spiralę nienawiści, likwidują hamulce cywilizacyjne
i torują drogę barbarzyństwu, które towarzyszy temu wszystkiemu.
Wynikiem tych katastroficznych i przenikających się nawzajem proce-
sów jest to, co lord Curzon nazwał to unmix populations. Po upadku hitleryzmu Europa jest w dziwny sposób unmixed i zaczyna natychmiast mieszać się od nowa na skutek przepływu milionów uchodźców i displaced
persons
. Europa, która wyłania się z rzek uchodźców, jest nową, mieszają.
cą się na nowo Europą, a rewolucja socjodemograficzna, która dokonuje się
w miejscach schronienia tułaczy i wypędzonych – czy to w Niemczech,
w Polsce, na Węgrzech, w Grecji, czy w Związku Radzieckim – należy
chyba do najważniejszych i najmniej docenianych rewolucji XX wieku11

Kompleks przesiedlenia i wypędzenia stał się wreszcie kompleksem
europejskim pod jeszcze jednym całkiem prostym względem. Wszystkie
revirements na mapie etnograficznej zawierają mechanizm in and out. Rów-
nolegle z ewakuacją odbywa się nowe osiedlanie. Osiedlanie się i wysiedlanie są ze sobą związane. Sprząta się i opróżnia podwórza, aby zrobić miejsce innym. Oczywiście zdarzają się przypadki, gdy zdolność do objęcia
w posiadanie i zasiedlenia opuszczonych terenów nie wystarczy. Wtedy dochodzi do stuletnich regresji, do powrotu natury do starych krajobrazów
kultury itd. Historiografia wychodząca poza historiografię narodu lub dane
ziomkostwo musiałaby właśnie odtworzyć to przenikanie się, tę stację
rozrządową: wyludnianie i zasiedlanie. Kursowanie w ruchu wahadłowym
pociągów, które jednych wywożą, a innych przywożą, najlepiej obrazuje ten
proces. Obozy, które jedni opuszczają, aby zrobić miejsce innym, to ważne
miejsca tej epoki. Są to zależności europejskie tak oczywiste, że człowieka
przechodzą ciarki. Byłoby korzystne, gdyby udało się kontekst tych
zależności odtworzyć i ukazać – przede wszystkich w celu porównania.

ODZYSKAĆ KOMPLEKSOWOŚĆ

Przesiedlenie i wypędzenie to wydarzenia wrzynające się głęboko
w życie poszczególnych ludzi, w życie człowieka, rodziny, społeczności,
narodu, kultury; obejmują one od razu wszystkie aspekty życia ludzkiego.
Trzeba to uwzględniać przy wyborze źródeł, ustalaniu pola badań, decydowaniu o formie przedstawiania itd. Jednakże rzeczą jasną jest także, że
określone dyscypliny odgrywają szczególną rolę w odświeżaniu wydarzeń. Po pierwsze, na pewno demografia historyczna mogłaby nam pomóc
sprecyzować nadal niepewne i niedokładne szacunki, ale także fluktuacje
ludnościowe w sytuacjach wyjątkowych, takich jak wojna i wojna domowa. Musiałaby to być niejako demografia danego okresu, to znaczy okresu
społecznego stanu wyjątkowego i związanych z tym patologii.

Po drugie, brutalna polityka ludnościowa zniszczyła lub zmieniła całą
etniczną i społeczną topografię regionu. Przydałaby się więc socjologia
historyczna, która byłaby w stanie przeanalizować przenikanie się cech
etnicznych, religijnych i społeczno-strukturalnych oraz ich zmiany w trakcie
przymusowej wędrówki. Widać jak na dłoni, że czystki, takie jak deportacja
kułaków i eliminacja żydowskiej klasy średniej, musiały mieć nieobliczalne
długotrwałe skutki dla ekonomii i struktury społecznej kraju lub regionu.

Poza tym jest sprawą oczywistą, że na problem ten trzeba spojrzeć
z punktu widzenia prawa międzynarodowego. Nieważne, czy chodzi
o status lub o prawa mniejszości narodowych w państwach okresu mię.
dzywojennego, czy o traktat lozański o przemieszczeniu ludności lub
o układ zawarty między ZSRR a hitlerowskimi Niemcami we wrześniu
1939 roku, czy też o problem praw obywatelskich lub regulacji autonomii
– zawsze istnieje jakiś aspekt prawnomiędzynarodowy.

Ponadto przesiedlenie i wypędzenie związane są z dewastacją i spustoszeniem kulturalnym, ale nie tylko – również z tworzeniem nowej kultury.
Niezwykle złożone kultury mieszane Europy Wschodniej i Środkowo.
wschodniej zostały zniszczone, toteż potrzebne są szeroko zakrojone działania z zakresu historii kultury, których celem byłoby odtworzenie zarówno
kultury istniejącej w strefach ludnościowo mieszanych i przejściowych, jak
i procesów niszczenia, rozpadu i tworzenia nowej kultury. Na przykład
można to pokazać na płaszczyźnie literatury pięknej, zabytków architektury, szkolnictwa lub kultury pracy. Szczególnie szerokie, transgraniczne pole
do badań miałaby tu geografia kultury.

Na zakończenie chciałbym powiedzieć: praktyce gwałtownych
ruchów ludności bezustannie towarzyszyła dyskusja na temat tych ruchów
oraz w pewnym stopniu naukowa i akademicka refleksja. Mam tu na
myśli rozważania filozoficzne, socjologiczne i planistyczne. Wreszcie dochodzimy do roli nauki i naukowców w realizacji projektów przesiedlenia
i wypędzenia, którą doprawdy trudno ocenić. Właśnie ekonomicznie i planowo przeprowadzone czystki pokazują, że “wiek uchodźców” nie był
“powrotem do średniowiecza”, lecz okresem bardzo współczesnym.

UNMIXING.REMIXING POPULATIONS

Spośród wielu możliwości opisania procesu unmixing najdalej zaprowadzą na pewno badania terenowe poszczególnych regionów, przede
wszystkim miast. Nie jest przypadkiem, że zawsze gdy mówimy
o “wymieszaniu” dawnego porządku imperialnego, myślimy o okreś.
lonych krajobrazach historycznych, jak: Galicja, Bukowina, Wołyń, kraje
bałtyckie, Transylwania, Dalmacja, rejon Kłajpedy, Krym. I nie jest także
przypadkiem, że jeżeli chcemy pokazać zróżnicowanie etniczne i kulturo-
we dawnych imperiów, robimy to, wskazując na metropolie imperiów,
jak: Wiedeń, Lwów, Triest, Smyrna, Kraków, Odessa, Ryga, Sankt Petersburg, Łódź, Wilno i wiele innych, w szczególności stolice regionów
ludnościowo mieszanych. Chcąc zrozumieć wewnętrzny mechanizm, siły
endogenne i egzogenne, które tworzyły lub podkopywały spójność społeczności miejskich, powinniśmy trzymać się social fabric metropolii tych
imperiów. Sensowne okażą się przekroje poprzeczne, których podstawo-
we dane nie jest trudno określić: prawie wszędzie chodzi o okres “wojny
trzydziestoletniej” XX wieku. Da się więc zgromadzić dane o niezwykłej
gęstości. Można dzięki nim poznać mechanizmy, procesy, przeanalizować
rezultaty. Tego rodzaju badania dotyczące najważniejszych metropolii
zwróciłyby Europie część jej zapomnianej i spalonej historii.

ZAGŁADA I PRZEMIESZCZENIA

Nie zamierzam tu przedstawiać nowej tezy o genezie lub znaczeniu Zagłady, ale wskazać na zadziwiającą okoliczność, że badania dotyczące ge-
nezy i przeprowadzenia Endlösung (ostatecznego rozwiązania) nie mają
prawie nic wspólnego z badaniami czystek etnicznych i redrawing nations,
chociaż związek ten niemal rzuca się w oczy. Powodem może być nie tylko to, że zbrodnie ludobójstwa na Żydach jakościowo należą do innego
stopnia morderczego użycia siły. Jest wiele powodów wzajemnego nieprzyjmowania do wiadomości i braku kooperacji: obawa, że może to zniwelować i zrelatywizować wyjątkowy status Zagłady; déformation professionelle, która prowadzi do usamodzielnienia się dziedzin badań, obawa
przed dostaniem się w okowy logiczności i związku przyczynowego,
z czego trudno się wyzwolić – przeważnie związek między Zagładą a wypędzeniem przedstawia się w sensie skutkowym: wypędzenie jako zemstę,
jako karę, jako “logiczny skutek” popełnionych zbrodni. Ale w tym miejscu mowa jest o innym związku. Radykalna wersja etnicznie jednolitego
państwa narodowego jest nie tylko etnonacjonalistyczna, lecz z reguły tak-
że rasistowska i antysemicka; widać to już u niektórych myślicieli zajmujących się ideą nowoczesnego państwa narodowego, przede wszystkim
jednak w rasistowskim podminowywaniu lub pokonywaniu państwa narodowego przez ruch nazistowski, który przecież dąży do stworzenia panł-
stwa rasy panów, czyli Volksgemeinschaft [wspólnoty narodowej]. Proces
eksterminacji europejskich Żydów jest procesem wypierania, “czystki”,
“oczyszczania z Żydów” miast, prowincji, państw, społeczeństw; procesem wydalania i deportacji do gett i w końcu systematycznego wymordo-
wania. “Oczyszcza się” dla innych. W Generalnym Planie Wschodnim nieprzerwanie mowa jest o zasiedlaniu i wysiedlaniu, o burzeniu enklaw
osiedlania się, budowie mostów, zagęszczeniu przestrzeni osiedlania się12
Terytorium państwa hitlerowskiego zostaje oczyszczone i ujednolicone
zgodnie z kryterium “pochodzenia”. Proces “oczyszczenia” i oddalenia jest
częścią procesu przemieszczeń i nowego oznaczenia mapy etnograficznej,
które Hitler zapowiedział w swoim przemówieniu 6 października 1939
roku. Ten związek ma także charakter logistyczny, organizacyjny, przestrzenny i komunikacyjny; został zrekonstruowany przez kilku historyków.
Z tego właściwie wynika, że badanie Zagłady i powszechnych
przemieszczeń ludności w Europie, przymusowej migracji i ethnic cleansing należy widzieć we wzajemnym powiązaniu, a ich rozdzielanie jest
nieuzasadnione.

PAMIĘĆ O ZMARŁYCH

Należy wypowiedzieć się, czy jest się za pomnikiem, monumentem
lub centrum, które ma zajmować się historią i teraźniejszością wysiedle-
nia i wypędzenia, czy przeciw temu, a jeżeli za, to za jaką formą? Ale za-
nim wypowiemy się na temat przedstawionych propozycji, powinniśmy
najpierw cofnąć się o kilka kroków:

Po pierwsze: historia wypędzenia, które jest odczuwane i rozumiane
jako uraz, ma swoje miejsce w zbiorowej lub narodowej pamięci. Jeżeli
jeszcze się tam nie znajduje, to coś nie jest w porządku. Takie straty lub
katastrofy, takie bolesne doświadczenia lub doświadczenia nowego powo-
dzenia należą właściwie do głównych tematów narracji narodu. A więc:
nie może być niemieckiego Muzeum Narodowego, Niemieckiego
Muzeum Historycznego bez uwzględnienia straty dawnych wschodnich
prowincji Rzeszy, bez przedstawienia tego, czym był Niemiecki Wschód,
bez przedstawienia ucieczki i wypędzenia. Historia narodowa, która nie
ujmowałaby tych doświadczeń, byłaby nieprawdziwa i nie można by jej
traktować poważnie, tak jak tej historii, która przemilcza Zagładę. Nie ma
powodu, aby poczucie straty niemieckich terenów wschodnich było tylko
udziałem uchodźców z niemieckiego Wschodu, podobnie jak nie należy
tylko im pozostawiać pamięci o tym. W obu przypadkach nie jest to tylko
ich sprawa, lecz całego narodu. Jest to trudniejsze do zrobienia, niż wiele
osób przypuszcza: brak jest nowoczesnej wersji tego problemu, ponieważ
temat ten leżał zakurzony w aktach, w archiwum. Należy pomyśleć o nim
na nowo. Pośpiech, forsowanie i presja tylko przeszkadzają. A nie jest to
wyłącznie problem niemiecki. Zmieniona Europa wzbudza falę nowego
myślenia o pozycji własnego narodu na tym kontynencie.

Po drugie: nie wiem, czy uświadomienie, muzeum i pamięć o zmarłych
można ze sobą łączyć i czy to jest pożądane. W każdym razie powinny być
miejsca, gdzie czci się pamięć tych, który zginęli niewinnie. Obecnie, gdy
wypędzeni dawno stali się tubylcami, nadszedł na to czas. Są miejsca,
gdzie to szczególnie miałoby sens. Nie są one związane z obowiązkami reprezentacyjnymi i publicznymi rytuałami. Opłakiwanie i pamięć to sprawy
indywidualne i intymne, a nie inscenizacje.
Po trzecie: istnieje pilna potrzeba, aby Europa przypomniała sobie
o swojej historii przemocy. Już od dawna nastał czas, aby jedna z wielkich
i drogich wystaw, np. Rady Europy, poświęcona była takim tematom, jak:
czystka etniczna, przesiedlenie, ucieczka i wypędzenie. Nie powinno to być
zbyt trudne. Taka wystawa objechałaby Europę, uświadamiając problem
przemocy na tworzącym się na nowo kontynencie. Mogłaby ona mieć swój
początek wszędzie: w Brukseli, Strasburgu, Lozannie, Poczdamie-Cecilienhofie, Izmirze, Salonikach, Wrocławiu, Kaliningradzie, Pińsku, a także
w Berlinie.

Po czwarte: wybuchł spór o siedzibę Centrum przeciw Wypędzeniom.
Wszystko w nim jest oparte na polityce partyjnej i niewiele ze sprawą
zasadniczą ma wspólnego. Trzeba odrzucić roszczenia partii politycznych, nie można bowiem tego problemu traktować instrumentalnie. Ale
do rzeczy: nie ma takiego miejsca, które mogłoby być reprezentatywne
dla zjawiska wypędzenia w Europie. Dlatego śmieszny jest spór o najlepsze miejsce dla uprzytomnienia sobie zjawiska wypędzenia. Zupełnie nie-
możliwe byłoby również, aby jeden ośrodek mógł w odpowiedni sposób
przedstawić ten problem, to znaczy w sposób sprawiedliwy, uwzględnia.
jący wszystkie inne prezentacje. Wypędzenie było zawsze skierowane ad
nationem i dotyczyło grup narodowych lub elit składających się z konkretnych nazwisk i obywatelstw: skierowane ono było przeciwko Niemcom
lub Polakom, Węgrom lub Żydom, a nie przeciwko Europejczykom.
Po piąte: w gruncie rzeczy właściwsza jest tu płaszczyzna miejsca,
regionu, to znaczy miejsca pochodzenia i przyjazdu, regionu wypędzenia
i regionu przyjazdu, starej i nowej ojczyzny. Na tej płaszczyźnie przebiegał proces unmixing, pozbawienia ojczyzny, bolesnego załamania się
świata, w którym wiodło się życie, oraz proces osiedlania się, znajdowania ojczyzny, budowania nowego życia. W Niemczech istnieje bogata,
zdecentralizowana, lokalna struktura pamiętania o utraconej ojczyźnie –
przeważnie tam, gdzie kiedyś osiedlili się wypędzeni. Tak powstała
ogromna sieć muzeów, świetlic i bibliotek. Z drugiej strony, są miejsca
pochodzenia, które stały się z kolei miejscami przyjazdu dla innych. Przywieźli oni ze sobą własne wspomnienia, ale właściwie nie dysponują materiałem na temat historii danego regionu, danego miejsca z okresu przed
1945 rokiem. Pokonanie sprzeczności między przedtem i potem, między
starą i nową ojczyzną możliwe byłoby dzięki przekazaniu i wymianie
wspomnień i wiedzy. Miejsca wypędzenia i zerwania mogłyby stać się
miejscami przejścia, być może także stopienia się obrazów i kontynuacji.
Od dawna sprawa rozwija się spontanicznie w tym kierunku. Wielu
z wypędzonych pomaga restaurować kościoły, cmentarze, biblioteki.
Wszystkie te muzea, biblioteki mogą stać się stacjami przekaźnikowymi
w łączącej się na nowo Europie, w której udaje się pokonać zerwanie spowodowane przez przesiedlenie i wypędzenie. Myślę o wspaniałych, pou-
czających muzeach, takich jak Donau-Schwäbisches Museum w Ulm. Takie miejsca mogłyby stać się rozbiegiem dla szeroko pojętej, na nowo
wspominanej i ponownie przyswojonej Europy.

POSTSCRIPTUM DO DEBATY

Powyższe rozważania zaprezentowane zostały na forum zorganizowanej przez Niemiecko-Polski Instytut w Darmstadcie międzynarodowej
konferencji poświęconej przymusowym migracjom w Europie i sposobom ich upamiętniania. Było to pod koniec roku 2002. Od tego momentu
debata uległa zaostrzeniu. Pojawiły się tony, jakich nie słyszano od lat.
Czyżby Europejczycy, a więc Niemcy, Polacy, Czesi nie byli jednak na tyle zaawansowani, na tyle dojrzali, by zajmować się tym rozdziałem swo-
jej przeszłości? W gorączce dyskusji doszło, moim zdaniem, do wypaczenia frontów i ustalenia fałszywej alternatywy, bo czymże innym jest na
przykład stanowisko głoszące, że pamięć europejska i pamięć narodowa
wykluczają się nawzajem. Najfatalniejsze natomiast jest to, że strumień
opowieści, który dawno już zaczął płynąć we wszystkich społeczeń.
stwach, których dotyczy ów problem, znów znalazł się w polu zainteresowania aktualnej polityki, że temat ten, sam w sobie wystarczająco trudny
i bolesny, wykorzystywany jest instrumentalnie do politycznych celów
poszczególnych partii. Opinia publiczna musi teraz pokazać, że jest dostatecznie silna, by przeciwstawić się takiemu upolitycznieniu sprawy.
W roku 1989 Europa dostała swoją drugą szansę. Przed naszymi oczami
rozciągała się cała skomplikowana historia, wolna od podziałów, tak oszałamiająca, że zapierało dech w piersiach. Oto nadszedł czas, by zacząć
opowiadać sobie historię kompletną, wolną od jakiegokolwiek przymusu
usprawiedliwiania się i pouczania. Tak nam się wydawało.
Kiedy natomiast obserwujemy dyskusje wokół założenia Centrum
przeciw Wypędzeniom, odnosimy wrażenie, że właśnie jesteśmy bliscy
utracenia tej otwartej w roku 1989 szansy. W sporze wokół idei założenia
Centrum przeciw Wypędzeniom w kształcie, jakiego domaga się Erika
Steinbach, przewodnicząca Związku Wypędzonych, chodzi moim zdaniem
nie tyle o uczczenie i pozytywne przetworzenie dramatycznych doświad.
czeń, ile o politykę pewnej grupy interesów, która swoimi roszczeniami do
“prawa do ojczyzny” oraz do potencjalnych żądań restytucyjnych blokuje
drogę do wspólnej Europy. Gdyby pani Steinbach wypowiedziała się w tej
kwestii jasno i jednoznacznie, otworzyłoby to drogę do oddramatyzowania
i odpolitycznienia tej kontrowersji. Taki zwrot mógłby się zaznaczyć także
w zmianie nazwy planowanej instytucji, która powinna brzmieć: Centrum
Dziejów Wypędzeń w Europie. Jestem przekonany, że odpowiednim miejscem do przechowywania i przetwarzania pamięci o przesiedleniach i wy-
pędzeniach powinno być nie jakieś odosobnione i izolowane centrum, lecz
muzea, w których od dawna przechowuje się świadectwa podstawowych
doświadczeń danego narodu, danego społeczeństwa.

Kiedy pod koniec roku 1996 zaproponowałem, aby w ramach europejskiego uniwersytetu Viadrina zainicjować placówkę badawczą zajmującą
się przymusowymi międzypaństwowymi migracjami w Europie XX wieku, nikt nie chciał nawet o tym słyszeć – żaden uniwersytet, żadna funda-
cja naukowa, żadne ministerstwo. Kto się zbytnio pośpieszy, zostaje ukarany. Nie spowolniło to jednak samych prac. Główne zadania wykonali
zresztą w ostatnich latach historycy z Polski, Czech, Rosji i USA. Wystarczy bowiem do tego samo zainteresowanie, zaangażowanie i odwaga niezależnych osób, wcale nie potrzeba od razu sponsorowanego przez panł-
stwo centrum. Konkludując: dyskusja nie powinna zapędzić się w ślepą
uliczkę alternatywy “europejski” czy “narodowy”. Ceterum censeo powyż.
szych rozważań brzmi: w tak ważnej sprawie musimy pozwolić sobie na
to, by ponownie otworzyć całą dyskusję, zamiast zbyt pośpiesznie uznać ją
za zamkniętą.
Lettre International (Berlin) 2003 nr 60. Jest to opracowana wersja referatu wygłoszonego
5 XII 2002 w Darmstadcie na międzynarodowym kolokwium naukowym w Deutsches-Polen
Institut: “Europejskie Centrum przeciw Wypędzeniom – doświadczenia historyczne – polityka – perspektywy”. Przedstawione w nim myśli są owocem opracowanego w 1996 roku wspólnie z Götzem Alym projektu badawczego dotyczącego przemocy i ruchów ludnościowych
w Europie Wschodniej i Środkowowschodniej w XX wieku, którego ukoronowaniem było
utworzenie ośrodka badawczego na Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Na naszą
prośbę Autor dopisał Postscriptum dla czytelnika polskiego.

Andreas Hillgruber, Zweierlei Untergang. Die Zerschlagung des Deutschen Reiches und das Ende des europäischen Judentums. Berlin, Siedler, 1986.

Por. Karl Schlögel, Promenade in Jalta und andere Städtebilder. München, Hanser Verlag, 2002; tenże, Die Mitte liegt ostwärts. Europa im Übergang, München, Hanser Ver- lag, 2002.

Theodor Schieder, Dokumentation der Vertreibung der Deutschen aus Ost-Mitteleuro pa, Bonn, 1953-1962.

Theodor Schieder, "Die Vertreibung der Deutschen aus dem Osten als wissenschaftliches Problem". Vierteljahresheft für Zeitgeschichte 1960 nr 8.

Mark Mazower, Der dunkle Kontinent. Europa im 20. Jahrhundert. Berlin, Fest, 2000.

Istvan Bibo, Die Misere der osteuropäischen Kleinstaaterei. Frankfurt/Main, Neue Kritik, 1992.

Por. Peter Gatrell, A Whole Empire Walking: Refugees in Russia During World War I . Bloomington, Indiana UP, 1999.

Stephen P. Ladas, The Exchange of Minorities. Bulgaria, Greece and Turkey. New York, Macmillan, 1932.

Detlef Brandes, Vąclav Kural (oprac.), Der Weg in die Katastrophe. Deutsch.tschecho. slowakische Beziehungen 1938-1947, Essen, 1994; Detlef Brandes, Der Weg zur Vertrei. bung 1938-1945. Pläne und Entscheidungen zum "Transfer" der Deutschen aus der Tsche. choslowakei und aus Polen. München, Oldenbourg, 2001.

Na temat czystek etnicznych w Związku Radzieckim por. Nikolai Bougai, The Deportation of Peoples in the Soviet Union. Commack, N.Y., Nova Science, 1996; Terry Martin, The Affirmative Action Empire. Nations and Nationalism in the Soviet Union, 1923-1939. London, Cornell UP, 2001; Ronald Grigor Suny, Terry Martin, A State of Nations. Empire and Nation. Making in the Age of Lenin and Stalin, Oxford, Oxford UP, 2001; por. również: Gerd Koenen, Utopie der Säuberung. Was war der Kommunismus? Berlin, Fest, 1998.

Na temat strukturalnych rewolucji w nowej ojczyźnie por.: Elisabeth Pfeil, Der Flüchtling, Gestalt einer Zeitenwende . Hamburg, Hugo, 1948; tejże, Neue Städte auch in Deutschland . Göttingen, Schwartz, 1954.

O Generalnym Planie Wschodnim i polityce ludnościowej: Robert L. Koehl, RKFDV: German Resettlement and Population Policy 1939-1945. A history of the Reich Commission for the Strengthening of Germandom. Cambridge, Harvard UP, 1957; Bruno Wasser, Himmlers Raumplanung im Osten. Der Generalplan Ost in Polen 1940-1944. Basel, Birkhäuser, 1993.

Published 1 March 2004
Original in German

Contributed by Zeszyty Literackie © Zeszyty Literackie Eurozine

PDF/PRINT

Published in

Discussion